Filozoficzna sentencja o wyrokach, które pozostają niezbadane, przynosi ulgę niczego nie wyjaśniając. Większości właściwie wystarcza, bo też dla niej ją wymyślono. Wątpliwości są dane nielicznym, którzy rodzą się z nimi, więc nie mogą z nich zrezygnować. Dla większości drażniące, czasami zaraźliwe, prawie nigdy nie są rozumiane właściwie. Co sprytniejsi w tłumie przycinają je na swoją miarę i tak, śmiesznie przystrojeni, imponują bliźnim. Moda na oryginalność, sezonowy paradoks.
Jacek był jeden. Ilu pozujących na Niego spotkałem po drodze? Nie ma sensu liczyć. Dwadzieścia lat temu każdy samograjek z gitarą i własnym krzesłem, w tym i ja, porównywał się lub porównywany był do Kaczmarskiego. Trudno uwierzyć, jeśli się tego nie pamięta. Kochali go i w tym co śpiewał znajdowali to, co chcieli usłyszeć. Nic, a w każdym razie niewiele ponad to. Zacząłem to rozumieć w osiemdziesiątym piątym, czy może siódmym roku w Krakowie, kiedy zagrał nowe piosenki, wśród nich tę o „króliku mającym nadziejkę na przejście do historyjki”. Cytuję pewnie niezbyt precyzyjnie, ale doskonale pamiętam jak mnie powaliła. Pierwsze, słabo jeszcze wyczuwalne oznaki rezerwy ze strony widowni zapamiętałem więc na zasadzie kontrastu. Czy ktokolwiek z tamtych słuchaczy pamięta jeszcze swoją dawną miłość do Wałęsy, którą Jacek ośmielił się zakwestionować? Potrzebujemy entuzjazmu, nie lubimy wątpliwości. Kiedy posłaniec przynosi złe wieści, nie wpuszczamy go do domu. Dzwoni, puka, zagląda przez szybę, a my czekamy aż sobie pójdzie. Potem wieści się spełniają. Mamy żal.
Być może było zupełnie inaczej, a to co napisałem powyżej jest zwyczajną projekcją własnych pretensji do świata o to, że jest zaledwie taki, jaki jest. Nie wiem. Z czasem o wszystkim i wszystkich zwyczajnie się zapomina, a poznani kiedyś ludzie wracają dopiero, gdy odchodzą od nas na dobre. Na złe. Nie jesteśmy wieczni, za to już wolni, więc formy zastępują treści, do których masowy konsument specjalnie nie ma głowy. Konsument, czyli target, do którego trzeba trafiać. W sam środek pustki, która go wypełnia. Jak w obławie na młode wilki, w reżyserii Żamojdy, bez żadnych wątpliwości. Do widzenia Jacku. Będzie Cię tu brakowało i nikt Cię nie zastąpi.
- Łysy