Hura. Dostałem parę sygnałów, że ktoś mnie tu czyta, tzn. nie ma co czytać, bo nie piszę regularnie. Ale jakbym pisał to by czytał, czyli że nawiązuję autentyczne kontakty wirtualne! Dla was to drobnostka, ale dla człowieka posługującego się przez całe życie ołówkiem, gumką myszką i kartką w kratkę to prawdziwy szok cywilizacyjny. Chwilowo jednak kartka w kratkę mi nie służy. Zimowa niemoc twórcza. Mam do wysmażenia parę tekstów do zupełnie przyzwoitej muzyczki, projekt wygląda obiecująco (tzn. obiecałem że napiszę), a tu dupa, dziura w mózgu, co wymyślę to skreślę. Z drugiej strony pozostaje problem Muz. Muzy niezbędne w takich sprawach są dwie, a na imię im Termin i Zaliczka. Bardzo mi brak tej drugiej. Telewizor twierdzi, że wzrósł mi produkt krajowy brutto, ale jakoś nie odczuwam. Ani brutto, ani netto, ani tara (może to dobre na refren). Tymczasem wydaję płytę. Niby nic szczególnego – będzie mniej więcej okrągła, pudełko prawie że kwadratowe – a mimo wszystko jestem lekko przejęty. Z różnych przyczyn (niektóre wręcz obrzydliwe) od 1999 praktycznie milczałem. „Usiądź nad brzegiem rzeki i poczekaj, aż u twoich stóp przepłynie trup twojego wroga” – mawiał pewien stary Hindus, a ja zaczynam mu wierzyć. Fakt powstania tej płyty to z punktu widzenia ekonomii odpowiednik cudu nad Wisłą. To, że w lekko zmienionym składzie przetrwaliśmy jako zespół, że nie wiadomo skąd pojawili się ludzie gotowi nas wesprzeć… nie jakieś pieprzone koncerny, banki czy holdingi, tylko najprawdziwsi Bujnoff, Burza und Gocha, Dziertom, Drobiec Ewcia, DWM (dwóch wspaniałych mecenasów – Lechu i Paweł), Godlewski Pablo, Karoń Anatol, Trześniol, Sałatka, Siora i stado innych, to się normalnie w pale nie mieści. Dawno nie miałem tylu powodów do wdzięczności – bardzo odświeżające uczucie! A co do samej płyty, to bardzo jestem ciekaw, co wy na to? Wszyscy czterej włożyliśmy w nią sporo serca, to gwarantuję. Na pewno różni się brzmieniem (Kisiel) od poprzedniej (Bruno). Ja sam starałem się, żeby była jak ziołowa wódeczka i uważam, że mamy tu do czynienia z tą samą pogodną goryczą co w Beherovce. Pijcie na zdrowie, a podrabianej nie kupujcie, bo to się niechcący pasty do butów, karbidu czy innego gówna nałykać można. Dbajcie o wątroby!