SE HOPSAM
Tym razem zaczynam od mało znanej łacińskiej sentencji, która po polsku znaczy „podskakuję sobie” ( Petronius Łysentius, „Rozmówki polsko – łacińskie dla średnio zaawansowanych” PWN 2004 p.n.e.). Już wyjaśniam, dlaczego. Otóż dawno, dawno temu (będzie ze trzy miesiące), kiedy zalążek tej strony wyłonił się z niebytu, dostałem wielce miły list od Justyny. Niewiasta powitała mnie ciepło w internecie, tudzież lekko zjechała szatę graficzną, ze szczególnym uwzględnieniem podskakującego w prawym dolnym rogu ryjka, którego na co dzień używam zamiast twarzy. Odpowiedziałem grzecznie, że dzięki i w ogóle, że przekażę komu trzeba, przemyślę i tak dalej. Nie powiem, żebym z powodu ryjka nie sypiał przez tydzień, czy coś takiego. Ostatecznie – pomyślałem – moja strona, mój ryjek. Wymyśliliśmy, że będzie hopsał, to niech se hopsa! Być może w odczuciu Szanownych Odbiorców powinien znieruchomieć w pozie posągowo natchnionej, ale wtedy ja sam musiałbym być kimś zupełnie innym, najlepiej martwym. Tymczasem, o czym donoszę z radością, żyję, mam się nieźle i nie cierpię na nadmiar powagi. I komu tylko mogę, szczerze odradzam nadużywania jej, zwłaszcza w podejściu do samego siebie. Spuszczona ze smyczy szybko opanowuje organizm, zatruwa mózg i zakłóca procesy trawienne, czego popularnym przejawem są bąki towarzyskie, często obserwowane u tzw. osób publicznych. Oczywiście, fakt niewidzenia siebie w takiej roli o niczym jeszcze nie przesądza. Inni mogą widzieć nas inaczej i nie sposób im tego zabronić. Nie wiem na przykład, czy tak właśnie nie postrzega mnie Michał (pozdrawiam), który ostatnio zawiesił w cyberprzestrzeni poświęconą mi stronę. A oto, co ja na to:
- Po primo połechtało mnie w próżność, której i mi najlepszy nawet chirurg nie usunie, bo się zaraza przemieszcza jak jakaś wędrująca nerka i trudno ją dziabnąć.
- Po sekundo postawiło mi uszy na sztorc, bo niby jeszcze chodzę wolny, ale już śledzony i to nie wiadomo od jak dawna.
- Po tercjo (po tertio? po trzecio?), podrażniło z lekka, bo fakt nie poinformowania mnie wcześniej o tej inicjatywie odbieram jako drobny nietakt, tu i ówdzie „fopą” z francuska zwany.
Ale niech tam. Zapewne Michale chciałeś dobrze, a ten mały zgrzycik wyszedł po prostu niechcący. Tak, czy inaczej, doceniam trud, jaki włożyłeś w powstanie swojej strony i, choć nie spytałeś, odpowiem, że zgadzam się na korzystanie w rozsądnych granicach z zasobów tej tutaj, czyli mojej. Nie są to z pewnością zasoby zbyt obfite, jednak taki jest właśnie mój świadomy wybór. Mam w jakimś pudle sporą kupę wycinków ze wzmiankami na mój temat, bo mi je kiedyś tam ktoś tam przysyłał, ale… przejrzałem je i wsadziłem do pudła. Bez względu na ich, czasem pochwalną, a czasem wręcz przeciwnie, treść, nie znajduję powodów, by je Wam i sobie przypominać. Służyły na ogół do zachęcenia (wydawca), lub zniechęcenia (organy doktryny jedynie słusznej) potencjalnych nabywców płyty, której i tak od dawna nie ma w sprzedaży. Pamiętam na przykład recenzję koncertu (przyjemnego i dobrze przyjętego przez widzów) z której wynikało, że jestem ponurym, tępym, do tego wiecznie pijanym satanistą, którego nikt, a już zwłaszcza nikt porządny nie ma prawa lubić. Sporo czasu minęło, zanim nauczyłem się takimi rzeczami nie przejmować. Mimo wszystko udało się i dziś mam to wszystko w miejscu, na którym zwykłem siadać. No, to się rozgadałem. Kot Nutka poczuł się wyraźnie zaniedbany i właśnie ugryzł mnie w duży palec prawej nogi. Za tydzień idę go szczepić przeciw wściekliźnie. Może przy okazji i sam skorzystam. Profilaktycznie. Aha, w przyszłą sobotę mają nas pokazać w magazynie „Mopman” na Polsacie. Na nagraniu, czego może nie widać, byliśmy trzeźwi. Pozdrawiam.
- Łysy



A Trójce dziękuję,że pozwoliła mi Pana odkryć.
Pozdrawiam,
Kasia